Człowiek na pierwszym miejscu
Pod takim hasłem 22 kwietnia w historycznej Sali BHP Stoczni Gdańskiej Fundacja Promocji Solidarności we współpracy z NSZZ „Solidarność” i przy wsparciu partnerów (m.in. Narodowego Banku Polskiego) zorganizowała Kongres Pracy 2026 – pierwszą edycję konferencji, którą spośród wielu innych tego typu wydarzeń wyróżniło „miejsce akcji” (idealnie predystynowane historycznym kontekstem do takich spotkań i debat), ale przede wszystkim pracownicza perspektywa na świat pracy, gospodarki i życia społecznego. To wyjątkowo rzadko spotykana sytuacja w III RP, która mimo kilku antraktów w duchu „Polski solidarnej” co do zasady gospodarczo jest mocno skrzywiona w kierunku liberalnym, w tym sensie, że nawet gdy funkcjonują mechanizmy i instytucje solidarnościowe oraz chroniące słabszą stronę prawa pracy (jaką z zasady są pracownicy), bardzo wielu uczestników życia społeczno-gospodarczego uznaje „prawo silniejszego”. No i potem się nie dziwmy, że mimo wpisanej do konstytucji zasady społecznej gospodarki rynkowej, inspekcji pracy itp. itd. dzieją się takie rzeczy jak wokół kopalni „Silesia”, gdzie łamane są złożone obietnice i podpisane porozumienia, a związkowców zwalnia się i zamyka przed nimi bramy firmy. Nie dziwmy się, że system systemem, ale po doświadczeniach transformacji lat 90. (jak widać, jej echa wracają w nieoczekiwanych momentach) ludzie „wiedzą swoje”.
Podczas Kongresu Pracy 2026 dominowała inna, pracownicza perspektywa analizowania współczesnych wyzwań świata pracy, energetyki (niesławny Zielony Ład), dyskusji nad potencjalnym ryzykiem wprowadzenia nad Wisłą euro czy sytuacji pracowników z zagranicy na naszym rynku pracy.
Ani tytułowy temat, ani data wydarzenia nie były przypadkowe. 22 kwietnia to przecież od wielu lat Światowy Dzień Ziemi, który pewnie wielu z nas kojarzy głównie ze szkolnych akcji sprzątania okolicy. Organizatorzy chcieli w ten sposób zwrócić uwagę, że działając na rzecz planety (swoją drogą jak to jest, że ta rzekomo płonie, a ja pisząc ten felieton pod koniec kwietnia po prostu marznę?) nie można zgubić interesu najważniejszego stworzenia na tej ziemi – człowieka. Chyba większość z nas jest z natury proekologiczna, chce zachowania różnorodności i piękna otaczającego nas świata dla swoich dzieci i wnuków. Ale jednocześnie chcemy czuć się bezpiecznie i funkcjonować w stabilnej, przyjaznej gospodarce, w której nie będziemy się obawiać chociażby wyłączenia prądu w domu, ogrzewania w szkole czy zasilania fabryki (daj Boże, jeśli nie upadnie) tylko dlatego, że decydenci w Brukseli lub Warszawie coś postanowią w imię „zeroemisyjności” lub innego bożka niesławnego Europejskiego Zielonego Ładu.
Podobnie w realiach świata pracy i całej gospodarki, patrząc na wskaźniki, indeksy i biznesowe cele – oczywiście ważne, bo summa summarum wszystko „musi się spinać” – nie można stracić z perspektywy człowieka. I to w każdym wymiarze – całego społeczeństwa, poszczególnych grup społeczno-zawodowych, pracowników danej branży lub przedsiębiorstwa, aż po pojedynczego pracownika i jego sytuację.
W Kościele katolickim funkcjonuje trafne, choć oczywiście trudne do realizacji powiedzenie o tym, że jeśli Bóg jest w życiu na pierwszym miejscu, wtedy wszystko inne też jest na właściwym. Odnosząc to do gospodarki, można stwierdzić, że jeśli człowiek będzie na pierwszym miejscu w świecie pracy, wówczas wszystko inne też będzie tam, gdzie powinno.
Adam Chmielecki
Fundacja Promocji Solidarności





