Czerwona Gwiazda nie zaświeciła nad Białym Orłem. Zwycięstwo polskiego oręża nie ma godnego pomnika triumfu

Nastały upalne sierpniowe dni roku 1920, lecz w letnim powietrzu czuć było wiejący od Narwi i Bugu strach. Na przedpola stolicy zbliżała się bolszewicka horda. Naród nasz gotował się do decydującego starcia. Zmartwychwstałe państwo polskie dwa miesiące po „awanturze kijowskiej”, przeprowadzonej naiwnie, na oślep, bez należytego rozpoznania, chwiało się nad przepaścią rychłego końca. Latem 1920 r. siedem dni marszu dzieliło bolszewików od Berlina…

Rodząca się Rzeczpospolita siłą oręża, wytrwałością obywateli i geniuszem wojskowych odepchnęła bolszewicką dzicz na 19 lat od Europy w dzień Wniebowzięcia Matki Boskiej, czyli Matki Boskiej Zielnej, w który dziewczęta i kobiety polskie przynoszą do kościołów naręcza ziół i kwiatów…

Bitwa o Europę

14 lutego 1919 r. rozpoczęła się wielka bitwa o Europę. Tego dnia o poranku patrol naszej kawalerii wpadł na bolszewickie obozowisko i przerwał śniadanie. Ułańskie lance rozniosły słoninę, cebulę, butelki z samogonem, zrabowane trofea i samych bolszewików. Dwa miesiące później Józef Piłsudski wydał rozkaz w Monitorze Polskim 30 kwietnia 1919 r.:

Żołnierze! W niespełna dwa tygodnie męstwem swym i dzielnością zmieniliście stosunki na wschodzie Polski. W niespełna dwa tygodnie przerzuciliśmy zagrażający nam front o dobrych kilkadziesiąt kilometrów, zdobywając przy tym niezwykle ważne punkty wojskowe, jak Lida, Baranowicze i mickiewiczowski Nowogródek, a przede wszystkim oswobadzając stolicę kraju – Wilno. Wróg pobity pierzcha zdezorganizowany na wszystkie strony. W imieniu Ojczyzny, która was na obronę swych kresów wysłała, dziękuję wam za waszą pracę, za wasze trudy. Kampania wileńska, przez was wygrana, pozostanie na zawsze jedną z piękniejszych stronic naszej historii wojskowej i każdy z was może być dumny, że brał w niej udział. Szczególnie dziękuję generałowi (Stanisławowi) Szeptyckiemu (jego bratem był Roman Maria  Szeptycki, biskup stanisławowski, w tragicznych latach 1940–1944 greckokatolicki arcybiskup metropolita lwowski i halicki – dop. red.), który swą energią i uporczywą wolą doprowadził do zajęcia Baranowicz i Nowogródka. Generałowi Rydzowi-Śmigłemu, który pomimo wielkich przeszkód technicznych, doprowadził na czas dywizję do Wilna i ostatecznie wygnał wroga ze stolicy.

Rewolucyjne plany Czerwonych

Wojna polsko–bolszewicka rozpoczęła się wraz ze stopniowym odzyskaniem przez Polskę niepodległości i scalaniem ziem w październiku 1918 r. Operacja “Wisła” z rozkazu Lenina wyznaczona została na 18 listopada 1918 r. Pokonanie Polski było dla Lenina celem taktycznym – po trupie „białej” Polski do wszechświatowej rewolucji. Cel: udzielenie pomocy komunistom, anarchistom, internacjonalistom i rewolucjonistom, którzy rozpoczęli rewolucję w Niemczech, w Austrii i na Węgrzech.

Wiosną 1919 roku polskie oddziały przejęły inicjatywę na północno-wschodnim froncie, a lato 1919 roku to był czas zwycięskiej ofensywy polskich wojsk. Opanowano rozległe tereny Białorusi. 8 sierpnia 1919 r., po tygodniu ciężkich zmagań, polskie oddziały zajęły Mińsk. Armia Czerwona wycofała się za Dźwinę i Berezynę. Jednocześnie z operacją militarną w lipcu 1919 roku rozpoczęto rokowania z sowietami. Wyforowany w listopadzie 1918 r. zbiegiem okoliczności i polityczną wolą Rady Regencyjnej na przywódcę Polaków socjalista Józef Piłsudski obawiał się zwycięstwa „białych” w Rosji.

Pod koniec sierpnia 1919 r. Piłsudski wydał rozkaz wstrzymania naszej ofensywy i zatrzymał parcie na wschód. Naczelnik Państwa podjął z sowietami negocjacje, siadł z Leninem do tajnych rozmów, czym ocalił zagrożony wtedy bolszewizm. Naczelnik uważał, że z „Białą” Rosja się nie dogada. Był to tragiczny błąd, który zgubił Rosję, a za 20 lat – Polskę. Rozejm pozwolił bolszewikom zadać ciężkie straty “białemu” admirałowi Antonowi Denikinowi i dobić niezależność republiki “białych” w Omsku, dowodzonej przez zdolnego wodza Aleksandra Kołczaka (rozstrzelanego 7 lutego 1920 r.). Szansa na zadanie reżimowi Lenina i bolszewikom śmiertelnego ciosu przepadła.

Kijowska wyprawa

Polskie wojska (ze wsparciem podkomendnych Symona Petlury) weszły do Kijowa 7 maja 1920 roku. Bez walnej bitwy, której szukał Józef Piłsudski, dwie armie bolszewickie taktycznie wycofały się na wschód, za Dniepr. Nasi oficerowie zdążyli zrobić sobie zdjęcia w Kijowie, nim przegrupowane wojska bolszewickie przystąpiły do kontrnatarcia.

Polska w osobie Józefa Piłsudskiego, uznała suwerenność Ukraińskiej Republiki Ludowej i zrzekała się na jej rzecz części terytoriów Rzeczypospolitej przedrozbiorowej, a Ukraińska Republika Ludowa zrzekała się roszczeń do Galicji Wschodniej. Jednak Petlura nie miał szerokiego zaplecza, a jego układy z Piłsudskim wzbudziły niechęć rodzącej się ukraińskiej społeczności, która nie była zdolna do wytworzenia choćby zrębów państwowości.

Nie powiodła się zatem koncepcja sojuszu z powstającą wówczas Ukrainą – zbyt wątły był talent przywódczy atamana Petlury, a Rusini go po prostu nie chcieli. Mimo to w 1920 r. owi nieliczni Ukraińcy to był nasz jedyny faktyczny sojusznik. Pod dowództwem Mychajło Omelianowicza Pawlenki bronili linii Dniestru, uderzyli na tyły XIV Armii bolszewickiej. 6. Dywizja Strzelców Siczowych (w składzie 3. Armii Wojska Polskiego) broniła Zamościa. Tamto braterstwo broni było niestety tylko epizodem.

Wojsko Polskie w Kijowie 7 maja i 23 maja 1920 r. 7 maja 1920 r. siły polskie i sojusznicy od Petlury wkroczyły do Kijowa. Było to złudne i naiwne zwycięstwo.

Bolszewicy ustąpili bez bitwy. Cofnęli się by uderzyć. Kołem zamachowym kontrofensywy Armii Czerwonej była 1 Armia Konna Siemiona Budionnego. Na północy ruszyła też błyskawiczna ofensywa Michaiła Tuchaczewskiego. Zagroziło Polakom wzięcie “w kleszcze”. Odwrót wojsk polskich z Kijowszczyzny zakończył się 13 czerwca 1920 r. Stawką w wojnie stała się polska niepodległość.

Dyplomaci latem 1920 r. opuścili Warszawę. W stolicy pozostali jedynie, szykując się na przyjście Antychrysta, nuncjusz papieski arcybiskup Damiano Achille Ratti, późniejszy papież Pius XI oraz przedstawiciel poselstwa Turcji. Jako obserwator przebywał w Warszawie w 1920 r. także kpt Charles de Gaulle. Na szczęście dla Francji w 1940 r. nie miał on złudzeń co do istoty totalitaryzmu, stając na czele Wolnych Francuzów i ratując resztki honoru Francji. W zrewoltowanym Berlinie legatem papieskim był wówczas Eugenio Maria Giuseppe Giovanni Pacelli późniejszy Pius XII, przyszły papież na lata światowej wojny.

Witos, przywódca z ludu

Polski chłop, premier Wincenty Witos w krytycznym momencie wojny 24 lipca 1920 r. stanął na czele Rządu Obrony Narodowej i uzyskał poparcie niemal wszystkich sił politycznych w kraju – za wyjątkiem renegatów i komunistycznych zdrajców.  

Obraz „Cud nad Wisłą” namalowany przez Jerzego Kossaka w 1930 r.

W odezwie „Do Braci Włościan na wszystkich ziemiach polskich” 30 lipca 1920 r. premier Wincenty Witos napisał:

Gdyby zaszła taka potrzeba, musimy podjąć walkę na śmierć i życie, bo lepsza nawet śmierć niż życie w kajdanach, lepsza śmierć niż podła niewola. Precz z małodusznością, precz ze zwątpieniem. Ludowi, który jest potęgą, wątpić nie wolno, ani rezygnować nie wolno! Trzeba ratować Ojczyznę, trzeba jej oddać wszystko – majątek, krew i życie, bo ta ofiara stokrotnie się opłaci, gdy uratujemy państwo od niewoli i hańby.

5 sierpnia 1920 r. w odezwie Witos apelował: „Żołnierze! Na Was patrzy i Wam ufa cała Polska, patrzy cały świat”. Był to już czas wzrostu świadomości obywatelskiej stanu włościańskiego i poczucia polskiej tożsamości narodowej chłopów.

Wincenty Witos zdawał sobie sprawę z odpowiedzialności, jaka na nim spoczywała i czuł, że zbliża się chwila, która może zdecydować o losach Europy. Świadom konieczności zachowania jedności w ogniotrwałej szafie Kancelarii Rady Ministrów premier Witos przechowywał niezwykły dokument, który otrzymał, gdy wraz z wicepremierem Ignacym Daszyńskim i ministrem spraw wewnętrznych Leopoldem Skulskim został zaproszony 12 sierpnia 1920 r. na spotkanie do Naczelnika Państwa Józefa Piłsudskiego.

List Naczelnika Państwa Naczelnego Wodza Józefa Piłsudskiego do premiera Rządu Obrony Narodowej Wincentego Witosa, spisany w Belwederze 12 sierpnia 1920 r., przedstawiał powody dymisji z zajmowanych stanowisk Naczelnika Państwa i Naczelnego Wodza Wojsk Polskich (za: „Niepodległość”, t. VII, Londyn 1962; W. Witos, „Moje wspomnienia”, cz. 2, Paryż 1964, s. 290-292). Witos tak wspominał spotkanie z Piłsudskim, nim ten opuścił Warszawę:

W ciągu rozmowy (Piłsudski) wyjął z kieszeni niezapieczętowany list i odczytał go głosem ogromnie niewyraźnym i zmienionym. Na czterech kartkach małego formatu mieściła się dość obszernie umotywowana jego dymisja ze stanowiska Naczelnika Państwa. W piśmie tym zaznaczał między innymi, że nie wiedząc, czy i kiedy będzie mu dane wrócić z placu boju, którego losy uważa za niepewne, mnie prosi i upoważnia do zastępowania go na jego urzędzie. Co zaś do samej rzeczy i pisma, prosi o zachowanie bezwzględnej tajemnicy tak długo, jak tego będą wymagały stosunki, i ja sam uznam za potrzebne.

Piłsudski, od marca 1920 r. marszałek Polski, był bardzo poważny, nawet przybity i niepewny. Tego samego dnia opuścił on Warszawę, udając się – jak twierdzą źródła – do Puław. Z książki Aleksandry ze Szczerbińskich (późniejszej żony Piłsudskiego, a od 1908 r. jego nieformalnej towarzyszki) dowiadujemy się, że w istocie udał się do majątku Wieniawy–Długoszowskiego, do wsi Bobowa nieopodal Tarnowa.

Premier Witos postanowił nie ujawniać złożonej na jego ręce dymisji. Jednak wiedza o tym akcie desperacji Naczelnika Piłsudskiego kosztowała Witosa wiele, w tym prześladowanie.

Gen. Maxime Weygand, szef francuskiej misji wojskowej, napisał: „wszyscy byli zdziwieni, a ja pierwszy, widząc, że wódz naczelny porzuca kierownictwo całości bitwy”. Piłsudski po paru dniach powrócił do stolicy. Dalej mówiła rozdmuchana ponad miarę legenda Marszałka

Wincenty Witos pełniał dalej funkcję premiera, Naczelnika Państwa oraz Naczelnego Wodza. Dowództwo operacyjne powierzył gen. Tadeuszowi Jordan-Rozwadowskiemu. Obroną przedpola Warszawy dowodził (skazany po 1926 r. jak Rozwadowski na zapomnienie) generał dywizji Wojska Polskiego Franciszek Latinik (to on w 1919 dowodził obroną Śląska Cieszyńskiego przed ofensywą czechosłowacką).

Wojna na śmierć lub na życie

Armia Czerwona rozpoczęła na przełomie maja i czerwca 1920 r. kontrofensywę dowodzoną przez Michała Tuchaczewskiego, jednego z najzdolniejszych dowódców sowieckich, pogromcę Białej Gwardii (później ofiarę czystek z lat 30, zamordowanego przez siepaczy Stalina w 1937 r.). Kontratak Tuchaczewskiego miał na celu zdobycie Warszawy. Armia konna Siemiona Budionnego zaatakowała Lwów, a korpus kawalerii Gaj-Chana ruszył dynamicznie na północne Mazowsze, aby otoczyć i pokonać siły polskie, pustosząc, paląc rabując i gwałcąc m.in. Płock.

Zdusić republikę kapitału!

 Gdzieś pod Warszawą znajduje się nie centrum polskiego rządu burżuazyjnego i republiki kapitału, ale centrum całego współczesnego systemu imperialistycznego. Okoliczności pozwalają nam wstrząsnąć tym systemem i prowadzić politykę nie w Polsce, ale w Niemczech i w Anglii. Tym samym stworzyliśmy w Niemczech i Anglii zupełnie nowy odcinek rewolucji proletariackiej, walczącej z ogólnoświatowym imperializmem…

– wołał Włodzimierz Ilijcz Uljanow ps. „Lenin”, przywódca bolszewików.

22 lipca (nomen omen jak PKWN) 1920 r. zainstalował się w Białymstoku Tymczasowy Komitet Rewolucyjny Polski Polrewkom. Niemieccy internacjonaliści, niesieni rewolucyjną falą, nie zdobyli Berlina, ale Niemcy tamowali ruch pociągów z pomocą dla Polski. Dokerzy w Londynie i Gdańsku topili broń transportowaną dla Polski. Upadła Węgierska Republika Rad, podpalona przez komunistycznego kondotiera Belę Kuna, ale komunizm nie upadł. Ba! Zwycięstwo bolszewików zdawało się być nieuchronne.

Pożyteczni idioci na Zachodzie wrzeszczeli „Ręce Precz od Kraju Rad!”. Rządy Europy słały do nas emisariuszy, ale nie karabiny.

Na zachód! Naprzód! Do pożogi rewolucji świata przez trupa białej Polski! – wołał marszałek Tuchaczewski.

Nu malczik pagadi, my zawtra czaj popijom w Warszawie – mówił na Podlasiu do mego, wtedy niespełna 17–letniego dziadka, „bojec”, kradnący z pastwiska konia na „podwodę”. Rok wcześniej, w 1919 roku, dwaj bracia babci Janki, studenci Uniwersytetu im. Stefana Batorego, położyli głowy w walce o polskie Wilno.

15 sierpnia 1920 roku nie było picia bolszewickiej „herbaty” w Warszawie, nie było też „bojca”, ba! Wnet nie było trzech bolszewickich armii.

Bitwa

Bitwa Warszawska od 13 do 16 sierpnia 1920 r. rozegrana była według planu operacyjnego, na podstawie ogólnej koncepcji Józefa Piłsudskiego. Plan naszego kontrataku szczegółowo przygotowali i rozpisali – umiejący czytać mapy sztabowe, stratedzy z wiedzą operacyjną, oficerowie ze szkół CK Austro–Węgier szef Sztabu Generalnego WP gen. Tadeusz Jordan–Rozwadowski (powołany przez Naczelnika Państwa Piłsudskiego na stanowisko szefa Sztabu Generalnego 22 lipca 1920 r. objął stanowisko po gen. Stanisławie Szeptyckim), płk Tadeusz Piskor i kpt. Bronisław Regulski.

Gen. Tadeusz Jordan–Rozwadowski powrócił do Warszawy 19 lipca 1920 r., gdy wojska Frontu północno–wschodniego gen. Szeptyckiego znajdowały się w odwrocie od linii Auty i Berezyny. Konarmia Budionnego nacierała i zmusiła do odwrotu armie polskie, oddające pole bolszewickim dywizjom strzeleckim niemalże bez walki. Rozwadowski był kontynuatorem koncepcji Naczelnego Wodza Józefa Piłsudskiego z 9 lipca 1920 r. (wg rozkazu Nr 7344/III) „Dyrektywy operacyjne dla kontrofensywy”. Generał Rozwadowski, którego rola w bitwie warszawskiej była po 1926 r. marginalizowana, powinien być jednym z najbardziej rozpoznawalnych bohaterów polskiej historii.

Planem oskrzydlenia wojsk bolszewickich zajmował się Sztab Generalny pod kierunkiem gen. Rozwadowskiego, który, wraz z gen. Maxime Weygandem, opowiadał się za wykonaniem płytkiego dwustronnego natarcia przez grupy uderzeniowe.

Między 13 a 16 sierpnia 1920 r. na przedpolach Warszawy i na polach Mazowsza i Podlasia rozegrała się decydująca bitwa wojny polsko-bolszewickiej. “Cud nad Wisłą”, 18. przełomowa bitwa w historii świata zadecydowała o zachowaniu przez Polskę niepodległości i uratowaniu Europy przed bolszewizmem – do 1939 r. Walczyli gimnazjaliści, studenci, walczyli chłopi – rodził się naród polski.

Ostatecznie bolszewicki impet został wyhamowany pod Nasielskiem przez żołnierzy dowodzonych przez gen. Władysława Sikorskiego. Bolszewicy zostali zatrzymani na linii Wisły, ale zdobyli i zmasakrowali Płock.

Od połowy sierpnia 1920 roku i uderzenia znad Wieprza miała miejsce kulminacja polsko-bolszewickiej wojny manewrowej 1920 roku, a jej działania opierały się na szybkości i głębokich uderzeniach na tyły wroga.

Geniusz sztabowców

Była to koncepcja obronna zbliżona do tej przygotowanej w Powstaniu listopadowym przez wyśmienitego stratega gen. Ignacego Prądzyńskiego. inżyniera wojskowego na trwałe wpisanego się w historię Wojska Polskiego. To on przygotował plan ofensywy i rozbicia korpusu gen. Grigorija Rosena w 1831 roku, mistrz operacji zaczepnych. Celem operacji manewrowej, wprost kontynuacji myśli Prądzyńskiego, w 1920 r. było odcięcie korpusu Gaj–Chana od armii Tuchaczewskiego oraz stoczenie bitwy na przedpolu Warszawy. Doszło do bitwy na linii Działdowo-Nasielsk z walnym udziałem bojowym i intelektualnym gen. Władysława Sikorskiego i wspomnianego kontruderzenia znad Wieprza.

W obliczu postępującej ofensywy bolszewickiej gen. Franciszek Latinik, faktyczny obrońca Warszawy, 6 sierpnia 1920 objął dowództwo 1 Armii, która broniła przedpola Warszawy pomiędzy Modlinem, Zegrzem i Górą Kalwarią. Został mianowany wojskowym gubernatorem Warszawy. Podczas bitwy 13-16 sierpnia 1920 r. to on kierował operacjami pod Radzyminem, odpierając bolszewickie uderzenie na miasto. Na froncie centralnym do 15 sierpnia 1920 r. miasteczko Radzymin kilkanaście razy przechodził z rąk do rąk. Polscy żołnierze, za cenę wielkich strat, utrzymali Radzymin.

11 sierpnia 1920 r. gazety wydrukowały obwieszczenie generał Franciszka Latinika o stanie oblężenia:

1. Na mocy decyzji Rady Obrony Państwa (…) ustanowiony został w mieście stołecznym i w powiatach stan oblężenia, 2. Władza wykonawcza została przekazana mnie, 3. Wszystkie władze miejscowe zostają podporządkowane mnie, 4. Wzywam ludność podległego mi terytorium do bezwzględnego posłuszeństwa rozkazom moim, uprzedzając, że osoby uchylające się od ścisłego przestrzegania rozporządzeń moich, będą karane z całą surowością prawa, aż do kary śmierci włącznie, przez sądy doraźne.

14 sierpnia 1920 r. działania zaczepne na linii rzeki Wkry podjęła 5 Armia gen. Władysława Sikorskiego. W zaciekłej walce, na przedpolu modlińskiej twierdzy, wyróżniała się 18 Dywizja Piechoty gen. Franciszka Krajewskiego. 16 sierpnia 1920 roku gen. Sikorski śmiałym atakiem zdobył Nasielsk. To był cios decydujący.

Pismo Święte

Nocą z 14 na 15 sierpnia 1920 r. 203. pułk ułanów zdobył dokumenty sztabu IV armii sowieckiej, a wraz z nimi – zapisy kancelarii, stany magazynów i jedną z dwóch radiostacji do łączności z dowództwem bolszewików w Mińsku. Szybko (tak trzeba!) podjęto decyzję o przestrojeniu polskiego nadajnika i zagłuszaniu nadajników i odbiorników wroga. Radio Warszawa na bolszewickiej częstotliwości nadawało więc przez dwie doby bez przerwy (!) tekst Pisma Świętego – jedyny tak obszerny tekst, który udało się odnaleźć i wyemitować.

I tak Pismo Święte wyeliminowało bolszewicką IV Armię z bitwy o Warszawę.

Przełom i triumf

16 sierpnia 1920 r. nastąpił przełom. Grupa manewrowa: pięć dywizji piechoty i brygada kawalerii WP, przełamała obronę bolszewicką w rejonie Kocka i Cycowa na Lubelszczyźnie, a następnie zaatakowała tyły wojsk bolszewickich, nacierających na Warszawę.

Ostateczną klęskę bolszewicy ponieśli pod Osowcem, Białymstokiem i Kolnem. Linię obrony, oprzytomniały z szoku i wracający na front, choć o dzień spóźniony Józef Piłsudski nakazał oprzeć o rzeki Orzyc–Narew–Wisła–Wieprz–Seret i podzielił ją na trzy fronty, wg dowództwa: gen. Józef Haller (Front Północny i obrona Warszawy), gen. Edward Rydz–Śmigły (Front Środkowy i uderzenie na armię Tuchaczewskiego) i gen. Wacław Iwaszkiewicz (Front Południowy).

18 sierpnia 1920 r. po starciach pod Stanisławowem, Łosicami i Sławatyczami, siły polskie znalazły się na linii Wyszków–Drohiczyn–Siemiatycze–Janów Podlaski–Kodeń.

19 sierpnia 1920 r. jednostki polskie przeszły do działań pościgowych, starając się uniemożliwić odwrót głównych sił Tuchaczewskiego.

Bolszewicka IV Armia, nie wiedząc o poniesionej klęsce pod Warszawą, atakowała Włocławek, zamykając sobie drogę odwrotu. Wyjściem dla oddziałów sowieckich było przekroczenie granicy Prus Wschodnich. Tam zostali internowani.

W zbiorach Centralnego Archiwum Wojskowego jest teczka, a w niej notatki: we wrześniu 1919 roku szyfry Armii Czerwonej zostały złamane przez matematyka por. Jana Kowalewskiego. Manewr polskiej kontrofensywy w 1920 r. udał się także dzięki znajomości planów i rozkazów strony rosyjskiej i umiejętnemu wykorzystania tej wiedzy przez polskie dowództwo. To właśnie ma na celu sprawna i dobrze zorganizowana służba wywiadu i kontrwywiadu wojskowego.

Kircholm 1605 – Zamość 1920

31 sierpnia 1920 r. Bitwa pod Komarowem (nieopodal Zamościa) rozegrała się ostatnia wielka bitwa kawaleryjska w Europie. Nasi ułani rozbili w proch siedem tysięcy jeźdźców – tak, jak husaria pod Kircholmem. „

Konarmia” Budionnego napotkała niespodziewany opór. Nieliczna i słabo uzbrojona, otoczona załoga miasta: 31 pp, dwa bataliony etapowe, batalion wartowniczy, 6. Siczowa Dywizja Strzelców (ukraińska), dywizjon artylerii oraz dwa pociągi pancerne, broniła się wytrwale i skutecznie.  

1. Dywizja Jazdy pod dowództwem płk. Juliusza Rommla, mimo przewagi liczebnej i lepszego uzbrojenia wroga, pogromiła sowiecką Armię Konną. Po polskiej stronie walczyło dwa tysiące ułanów, po sowieckiej 7 tysięcy konnych Budionnego. Nasze wojsko dysponowało 70 karabinami maszynowymi i miało kilkanaście dział. Przeciwnik nie mniej niż 300 km–ów i ok. 50 dział. Proporcje sił wyniosły zatem 1:5. Jednak to Budionny został pobity pod Komarowem i Zamościem w ostatniej konnej bitwie związków kawaleryjskich.

Zerwany „czerwony most”  

Nie udał się bolszewicki przemarsz przez Polskę do Niemiec i dalej na zachód „czerwonym mostem”. Niestety tak samo nie powiodła się złudna federacja krajów Europy Wschodniej,  de facto nie chcieli jej Ukraińcy, a polsko-litewski spór terytorialny zniweczył ostatecznie ów plan. W 1922 r uratowaliśmy niepodległość Łotwy.

Okrucieństwa wojny, wiosnę i lato 1920 r., opiewał Izaak Babel w zbiorze opowiadań pt. „Konarmia”. Ten rewolucyjny Żyd, który sławił siłę i chwałę Armii Czerwonej, zmarł w sowieckim łagrze – taki to chichot historii. W armii konnej Budionnego komisarzem politycznym był w 1920 r. Józef syn Wissariona zwany „Stalinem”.

Nie ma miejsca na pomnik triumfu?

Hańbą i wstydem pozostaje niewystawienie pomnika Zwycięstwa 1920 roku i bohaterów tamtej bitwy – mijają lata od odzyskania wolności. Pomnik Victorii 1920 roku miał stanąć na stulecie Bitwy Warszawskiej. Wstyd, że Polska nie wystawiła łuku triumfalnego – pomnika Cudu nad Wisłą i wygranej walecznością walnej Bitwy. Czyżby jakiś “oficer prowadzący” nie pozwalał na jego wystawienie? To owoc polityki “klientelistycznej”, maskowanej nieudolną celebracją “wstawania z kolan”. Wolimy celebrować krwawe klęski, nieszczęsne insurekcje, czcić upadłych królów i nieudolnych wodzów. Ten oświeceniowo-romantyczny ciężar jest coraz trudniejszy do udźwignięcia. A jak mawiał znakomity historyk Józef Szujski: fałszywa historia jest mistrzynią fałszywej polityki.

Artur S. Górski

[dkpdf-button]
Strona korzysta
z plików Cookies.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na ich używanie. Dowiedz się więcej