Ale kosmos!

Gdy piszę te słowa, w kosmosie, na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, przebywa drugi Polak w historii. Nie powiem, żeby „wielkie narodowe rekolekcje”, które przy tej okazji, jak zawsze, próbowały zrobić media tzw. głównego nurtu, bardzo mnie ekscytowały. Myślę, że jako naród i państwo mamy tak wspaniałą historię i dokonaliśmy tak spektakularnego rozwoju i sukcesu po 1989 roku, dzięki fundamentowi Sierpnia ’80, że czas skończyć ze sztucznym pompowaniem narodowej dumy. Oczywiście doceniam drogę życiową, upór i determinację naszego kosmonauty, a przede wszystkim to, że miał odwagę podążać konsekwentnie za swoimi marzeniami. I trzymam kciuki, żeby jego misja okazała się rzeczywiście wielkim skokiem dla polskiej nauki i polskiego przemysłu kosmicznego.

Przy tej okazji nieodparcie przychodzi mi do głowy jednak inny „przemysł kosmiczny”, który ma miejsce w Polsce od półtora roku. Oczywiście mam na myśli świat polityki. Nie ma takiego absurdu, głupoty czy – co niestety znacznie gorsze – intencjonalnego zła i psucia państwa, na które część polityków by nie wpadła i nie zaczęła swych zamiarów realizować. Wtórują im chóry pseudoautorytetów. I tak ostatnio w ramach tego kosmicznego odlotu pewnie z kilka setek polityków i dziennikarzy z poważnymi minami uprawia cyrk i teatr, dywagując i analizując możliwości ponownego liczenia głosów, rzekomych fałszerstw wyborczych, zaprzysiężenia bądź nie nowej głowy państwa itd. Tak jakby GŁOS PONAD DZIESIĘCIU i PÓŁ MILIONA POLAKÓW dla tych „demokratów” nic nie znaczył.

Miało być „na żyletki”, tymczasem kandydat opozycji atakowany ze wszystkich stron i na wszystkie sposoby wygrał z „witającym się z gąską” od pięciu lat prezydentem in spe przewagą blisko 370 tysięcy głosów. Z podobną przewagą wygrał pięć lat temu Andrzej Duda i nikt jego mandatu nie próbował podważać, no, ale Polska się od tego czasu zmieniła…

W mojej ocenie straszenie faktycznym zamachem stanu i wariantem rumuńskim to, bardziej niż plan prawny i polityczny, jednak gra i teatr części rządzących, którzy po prostu muszą najbardziej radykalnym zwolennikom uzasadnić swoją porażkę. A przy okazji zbudować podwaliny narracji przeciwko przyszłemu prezydentowi. Nic nowego pod słońcem. Historia pokazuje, że każda rewolucja się nakręca, a potem zjada swoje dzieci. Taki polityczny, używając modnego ostatnio terminu, „skok dopaminowy”. To także gra na indywidualne kariery w ramach obozu władzy – złych ludzi chcą zastąpić jeszcze gorsi. Tacy, którym nie podoba się Polska, w której przez rok przetrzymuje się ludzi w „aresztach wydobywczych”, tak jak ma to obecnie miejsce w przypadku Ryszarda Sellina, brata jednego z byłych ministrów w rządzie PiS. Ma być więcej, szybciej, mocniej. Ma być więcej realizacji hasła „Uczciwi nie mają się czego bać”. A jak zabraknie nieuczciwych do osądzenia? To oczywiście, jak mawiał klasyk, dobierze się z uczciwych…

Także przemysł pogardy już w Polsce przerabialiśmy. Niestety. Najpierw ten skierowany przeciw prezydentowi RP Lechowi Kaczyńskiemu, który sam w sobie był kontynuacją „antykaczyzmu” skierowanego wobec Lecha i Jarosława Kaczyńskich już od 1989 roku. Wiemy, jak tragicznie to się skończyło. Potem „przemysłu pogardy 2.0” doświadczył prezydent RP Andrzej Duda. Oby nie było tego szaleństwa w wersji 3.0.

Wracając do kosmosu, kosmicznego wyczynu, tym razem w pozytywnym wymiarze, dokonał Karol Nawrocki, a tak naprawdę cała rodzina Nawrockich. Pokazała, jaka siła drzemie w „podstawowej komórce społecznej”, jeśli jest zintegrowana wzajemną miłością, wsparciem i budowana według tradycyjnego wzorca. Nawet jeśli punkt wyjścia nie był łatwy, a po drodze pojawiały się kolejne kłopoty. Mam wrażenie, a raczej przekonanie, że to właśnie z historii i siły swojej rodziny prezydent elekt czerpał siłę i determinację, a także niezachwianą wiarę w zwycięstwo.

Na koniec chcę życzyć Czytelnikom, by w ciągu najbliższych dwóch miesięcy znaleźli swój kosmos – a właściwie mikrokosmos. Swoją cząstkę świata, w której na dłuższy lub krótszy czas będą mogli się zaszyć z najbliższymi sobie osobami i odpocząć – fizycznie, psychicznie, duchowo. To mogą być podlaskie bagna i puszcze, górskie szczyty (choć tam o samotność najtrudniej, chyba że ktoś wyruszy na szlak jeszcze przed świtem), kaszubskie i kociewskie jeziora, łąki i las, a może słynne i niezastąpione „rodos” lub cokolwiek innego. Ważne, żeby nie podążać za modami, ale posłuchać siebie i znaleźć swój sposób na odpoczynek.

No i chyba tak planujemy urlopy i wakacje, żeby 6 sierpnia spotkać się w Warszawie na zaprzysiężeniu prezydenta RP Karola Nawrockiego?

Adam Chmielecki

[dkpdf-button]
Strona korzysta
z plików Cookies.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na ich używanie. Dowiedz się więcej