9 sierpnia 1864 r. urodził się Roman Dmowski, jeden z Ojców Niepodległości, ideolog obozu narodowego, polityk, realista
Jestem Polakiem – więc mam obowiązki polskie: są one tym większe i tym silniej się do nich poczuwam, im wyższy przedstawiam typ człowieka. Bo im szersza strona mego ducha żyje życiem zbiorowym narodu, tym jest mi ono droższe, tym większą ma ono dla mnie cenę i tym silniejszą czuję potrzebę dbania o jego całość i rozwój. Z drugiej strony, im wyższy jest stopień mego rozwoju moralnego, tym więcej nakazuje mi w tym względzie sama miłość własna.
Roman Dmowski, Myśli nowoczesnego Polaka

Prezydent Woodrow Wilson, marszałek Ferdinand Foch, Roman Dmowski i Ignacy Paderewski, obraz olejny Kazimierza Szmyta pt. Podpisanie układu wersalskiego, Muzeum Niepodległości
9 sierpnia 1864 roku na Kamionku (obecnie to Praga-Południe w Warszawie) urodził się Roman Dmowski, jeden z ojców naszej Niepodległości, wizjoner polityczny, przywódca obozu narodowego, główny ideolog polskiego nacjonalizmu, twórca Ligi Narodowej, Obozu Wielkiej Polski i Stronnictwa Narodowego, które weszły do naszej historii, wielki wychowawca pokoleń rodaków.
Ukończył Wydział Matematyczno-Fizyczny Uniwersytetu Warszawskiego z dyplomem „kandydata nauk przyrodniczych”, co odpowiada doktoratowi i kontynuował studia w Paryżu (1891-1892). Przekształcił Ligę Polską w Ligę Narodową, której celem było kształtowanie nowoczesnego narodu polskiego, zdolnego do stworzenia państwa.
Był prezesem Komitetu Narodowego Polskiego utworzonego w Lozannie w 1917 roku, uznanego przez państwa zachodnie za oficjalne przedstawicielstwo władz polskich. 28 czerwca 1919 roku podpisał Traktat Wersalski przywracający Polskę na mapę Europy.
To on potrafił przewidzieć już w 1905 r. że wkrótce nadejdzie rewolucja, która Rosję zniszczy, mimo jej wejścia na ścieżkę rozwoju i przewidział sto lat temu, że tereny dzisiejszej Ukrainy będą miejscem gry finansistów i rozmaitych hochsztaplerów:
Nie ma siły ludzkiej, zdolnej przeszkodzić temu, ażeby oderwana od Rosji i przekształcona na niezawisłe państwo Ukraina stała się zbiegowiskiem aferzystów całego świata, którym dziś bardzo ciasno jest we własnych krajach, kapitalistów i poszukiwaczy kapitału, organizatorów przemysłu, techników i kupców, spekulantów i intrygantów, rzezimieszków i organizatorów wszelkiego gatunku prostytucji: Niemcom, Francuzom, Belgom, Włochom, Anglikom i Amerykanom pośpieszyliby z pomocą miejscowi lub pobliscy Rosjanie, Polacy, Ormianie, Grecy, wreszcie najliczniejsi i najważniejsi ze wszystkich Żydzi. Zebrałaby się tu cała swoista Liga Narodów (…)
Ludzie zaś marzący o wytworzeniu kulturalnego, zdrowego i silnego narodu ukraińskiego, dojrzewającego we własnym państwie, przekonaliby się, że zamiast własnego państwa, mają międzynarodowe przedsiębiorstwo, a zamiast zdrowego rozwoju, szybki postęp rozkładu i zgnilizny.
(Tekst Romana Dmowskiego z 1930 roku. Źródło: Archiwum MSWiA)
Dmowski pouczał, że niepodległość buduje się siłą własną, konsekwencją i myśleniem o interesie naszego państwa. Dmowski był realistą, przeciwstawiał się tradycji powstańczej, a powstania Listopadowe i Styczniowe uważał za nierealne i tragiczne w skutkach.
Nierzadko spotykamy się ze zdaniem, że nowoczesny Polak powinien jak najmniej być Polakiem. Jedni powiadają że w dzisiejszym wieku praktycznym trzeba myśleć o sobie nie o Polsce, u innych Polska zaś ustępuje miejsca ludzkości
– pisał Roman Dmowski.

Tablica na dworku Lutosławskich w Drozdowie (fot. ASG)
Roman Dmowski był politykiem, którego zasługi dla kraju trudno przecenić. Jego geopolityczna koncepcja wyjścia z żelaznej obręczy Niemiec i Rosji uchroniła nas przed katastrofą w roku 1905, a w latach Wielkiej Wojny doprowadziła nas do pozycji państwa w obozie zwycięzców.
To na mocy układu delegatów polskich z reprezentantami Ententy 28 września 1918 roku Błękitna Armia, powstała z inicjatywy Romana Dmowskiego i gen. Józefa Hallera jej dowódcy i jednego z kilku dowódców trzech brygad legionowych, została uznana przez państwa Ententy za samodzielną, sojuszniczą i jedyną współwalczącą armię polską.
Odradzająca się Polska – dzięki zabiegom Paderewskiego i Dmowskiego, stawiających w Wielkiej Wojnie na Ententę, nie znalazła się w obozie pokonanych. Roman Dmowski, któremu ścieżkę do Białego Domu przetarł Ignacy Jan Paderewski, 8 października 1918 r. przedłożył prezydentowi USA Wilsonowi projekt granic odrodzonego Państwa polskiego. W czerwcu 1919 roku, w czasie paryskiej konferencji pokojowej, Roman Dmowski, płynnie w językach angielskim i francuskim, uzasadnił drobiazgowo potrzebę odbudowy silnego Państwa. I to wbrew nieprzychylnym nam Anglikom oraz mimo prób podważaniu jego pozycji przez zwolenników Józefa Piłsudskiego, Tymczasowego Naczelnika Państwa.
Dmowski uczył, że to więź duchowa miedzy ludźmi oraz dobrowolnie przyjęty obowiązek pracy na rzecz Ojczyzny i wspólnoty narodowej, warunkował dopiero przywilej bycia uznanym za Polaka. Wszystko to powodowało, że nacjonalizm polski nie miał nigdy wymiaru szowinistycznego i rasistowskiego, jak miało to miejsce w narodowosocjalistycznych Niemczech oraz u krzewicieli nacjonalizmu ukraińskiego.
Jestem Polakiem – to słowo w głębszym rozumieniu wiele znaczy.
Jestem nim nie dlatego tylko, że mówię po polsku, że inni mówiący tym samym językiem są mi duchowo bliżsi i bardziej dla mnie zrozumiali, że pewne moje osobiste sprawy łączą mnie bliżej z nimi niż z obcymi, ale także dlatego, że obok sfery życia osobistego, indywidualnego, znam zbiorowe życie narodu, którego jestem cząstką, że obok swoich spraw i interesów osobistych znam sprawy narodowe, interesy Polski jako całości, interesy najwyższe, dla których należy poświęcić to, czego dla osobistych spraw poświęcać nie wolno.
Jestem Polakiem – to znaczy, że należę do narodu polskiego na całym jego obszarze i przez cały czas jego istnienia, zarówno dziś, jak w wiekach ubiegłych i w przyszłości; to znaczy, że czuję swą ścisłą łączność z całą Polską: z dzisiejszą, która bądź cierpi prześladowanie, bądź cieszy się strzępami swobód narodowych, bądź pracuje i walczy, bądź gnuśnieje w bezczynności, bądź w ciemności swej nie ma nawet poczucia narodowego istnienia; z przeszłą – z tą, która przed tysiącleciem dźwignęła się dopiero, skupiając koło siebie pierwotne, pozbawione indywidualności politycznej szczepy, i z tą, która w połowie przebytej drogi dziejowej rozpościerała się szeroko, groziła sąsiadom swą potęgą i kroczyła szybko po drodze cywilizacyjnego postępu, i z tą, która później staczała się ku upadkowi, grzęzła w cywilizacyjnym zastoju, gotując sobie rozkład sił narodowych i zagładę państwa, i z tą, która później walczyła bezskutecznie o wolność i niezawisły byt państwowy; z przyszłą wreszcie, bez względu na to, czy zmarnuje ona pracę poprzednich pokoleń, czy wywalczy sobie własne państwo, czy zdobędzie stanowisko w pierwszym szeregu narodów. Wszystko co polskie jest moje: niczego się wyrzec nie mogę. Wolno mi być dumnym z tego, co w Polsce jest wielkie, ale muszę przyjąć i upokorzenie, które spada na naród za to, co jest w nim marne.
Jestem Polakiem – więc całą, rozległą stroną swego ducha żyję życiem Polski, jej uczuciami i myślami, jej potrzebami, dążeniami i aspiracjami. Im więcej nim jestem, tym mniej z jej życia jest mi obcym i tym silniej chcę, żeby to, co w swym przekonaniu uważam za najwyższy wyraz życia, stało się własnością całego narodu.
Jestem Polakiem – więc mam obowiązki polskie: są one tym większe i tym silniej się do nich poczuwam, im wyższy przedstawiam typ człowieka.
Bo im szerszą stroną mego ducha żyję życiem zbiorowym narodu, tym jest mi ono droższe, tym większą ma dla mnie cenę i tym silniej czuję potrzebę dbania o jego całość i rozwój. Z drugiej strony, im wyższy jest stopień mego rozwoju moralnego, tym więcej nakazuje mi w tym względzie sama miłość własna. Na niższych szczeblach moralności postępowanie człowieka względem bliźnich, o ile nie wypływa z życzliwości dla nich, uzależnia się wyłącznie od obawy odwetu, kary, czy to w życiu doczesnym, czy w zagrobowym. W miarę wszakże cywilizacyjnego postępu coraz wyższe postacie miłości własnej kierują naszą moralnością. Człowiek cywilizowany nie postępuje nikczemnie dlatego przede wszystkim, że zanadto siebie samego szanuje. To poszanowanie samego siebie wytwarza też odpowiedni stosunek do własnego narodu. Poczucie swej godności, które zabrania człowiekowi kraść lub żebrać, nie pozwala mu również korzystać z dóbr narodowych, nie dokładając nic do nich od siebie, nie pracując nad ich pomnożeniem i nie biorąc udziału w ich obronie. Pewien stopień inteligencji pozwala człowiekowi zrozumieć, w jakiej mierze duchowe bogactwo narodu jest podstawą rozwoju jednostki, jak wiele zatem każdy korzysta z narodowego dobra, odpowiednia zaś dojrzałość moralna zmusza go do uznania faktu, że korzystając z tych dóbr, a nie dając nic w zamian lub dając za mało, jest na łasce swego społeczeństwa, jak żebrak w dobroczynnym przytułku. I sama miłość własna, niezależnie od przywiązania do ojczyzny, nakaże mu uznać obowiązki narodowe, pracować dla ojczyzny, walczyć za nią, dawać jej jak najwięcej w zamian za to, co od niej bierze.
Roman Dmowski




