Bydgoski marzec 1981. Apogeum solidarnościowej rewolucji

19 marca 1981 r. miała miejsce kulminacja kryzysu w relacjach władz PRL i „Solidarności”. Bezpośrednią przyczyną była akcja milicji, w czasie której funkcjonariusze MO siłą usunęli z sali obrad Wojewódzkiej Rady Narodowej w Bydgoszczy delegację NSZZ „S”, bijąc działaczy związku. Poparcie społeczne dla „Solidarności” było wtedy największe w historii Związku.

27 marca 1981 r. od godziny 8 do 12 stanął praktycznie cały kraj.

Do strajku generalnego zapowiadanego na 31 marca nie doszło. Kryzys bydgoski doprowadził do rejestracji „S” Rolników Indywidualnych.

Bicie

Funkcjonariusze MO w budynku Urzędu Wojewódzkiego pobili Jana Rulewskiego, przewodniczącego Międzyzakładowego Komitetu Założycielskiego NSZZ “S” w Bydgoszczy, Michała Bartoszcze, delegata Solidarności Chłopskiej oraz działacza „S” Mariusza Łabentowicza. Akcja milicji i jej brutalność wstrząsnęła całą Polską.

Dramat na sali obrad WRN w reportażu w Polskim Radiu pt. “Rozwaga prosi o głosi” przedstawił Jarosław Kamieński.   

– Jeden z funkcjonariuszy milicji oddzielił się, gdy śpiewaliśmy hymn. Uderzył mnie pięścią w twarz. Myśmy powiedzieli od razu, że nie będziemy się bronić. Złapaliśmy się pod ręce, kobiety weszły do środka i śpiewaliśmy “Jeszcze Polska nie zginęła” – mówił Jan Rulewski, leżąc w szpitalu. Miał wtedy 37 lat.  Lekarze stwierdzili u niego wstrząśnienie mózgu, stłuczenia twarzy, uszkodzenie dziąseł i potłuczeni.

– Zauważyłem w pewnym momencie, że Jan Rulewski leży na ziemi, że jest kopany. Pamiętam jednego funkcjonariusza milicji, który był szczególnie aktywny. Wyżywał się po prostu na Rulewskim – opowiadał  wiceprzewodniczący MKZ Bydgoszcz Antoni Tokarczuk. 

– Rulewski został dodatkowo zmaltretowany, ponieważ został wyrzucony w miejscu, gdzie znajdowała się brama, metalowa, dwuskrzydłowa – mówił lekarz Grzegorz Hauslinger. 

W czasie interwencji milicjanci pobili też Michała Bartoszcze. Złamano mu żuchwę. Miał wtedy 67 lat.

– Miałem zabrać głos w sprawach rolników. Zerwali posiedzenie rady. Ja nie mogę mówić, ja w czasie okupacji cały czas byłem z bronią w ręku, w 1944 roku poszedłem na front, a dziś mnie tak sponiewierano. Dawali mi odznaczenia, budowniczemu Polski Ludowej, a skopali jak zwierzę. Prosiliśmy majora, że uzgodnimy komunikat, wyjdziemy spokojnie, a on dał rozkaz szarańczy – powiedział w Polskim Radiu Bartoszcze.  

Jak do tego doszło?

Od początku 1981 roku m.in. w Bydgoszczy prowadzone były akcje na rzecz legalizacji chłopskiej “Solidarności”. 19 marca 1981 r. rozpoczęła się sesja WRN, na której zgodnie z ustaleniami, głos mieli zabrać przedstawiciele NSZZ “Solidarność”. Wśród dwudziestu działaczy MKZ na czele z Janem Rulewskim, na sali byli też przedstawiciele “Solidarności Wiejskiej”. W trakcie obrad Edward Berger, przewodniczący WRN nie dopuścił do głosu przedstawicieli “Solidarności” i przed godz. 14 zamknął posiedzenie. Pozostali na sali oburzeni działacze “S” oraz grupa radnych.

O godz. 19 do sali obrad wkroczyła kompania MO i kilku funkcjonariuszy SB. Dowodził mjr Henryk Bednarek, dowódca bydgoskich ZOMO. Towarzyszący mu wicewojewoda Bąk i prokurator Janusz Pejka zażądali opuszczenia sali przez członków MKZ. Wyznaczyli czas: kwadrans! 

Po krótkiej wymianie zdań milicjanci opuścili salę. Słynący z impulsywnego charakteru Rulewski postanowił trwać. Wałęsa telefonicznie, przez sekretariat WRN, próbował uspokoić Rulewskiego. Oficerowie MO dzięki podsłuchowi wiedzieli o ostrej wymianie zdań między Wałęsą a Rulewskim. Postanowili różnicę między liderami wykorzystać. Zdecydowali też o rozwiązaniu siłowym.

O godz. 20 do sali ponownie wkroczyli milicjanci: dwie kompanie ZOMO z Bydgoszczy i pluton poznańskich ZOMO–wców w „cywilkach”. W sumie 116 milicjantów. Dowodził mjr Bednarek. W odwodzie czekało 80 słuchaczy szkoły milicyjnej ze Słupska. Akcja miała brutalny i chaotyczny przebieg. Milicjanci weszli bez broni palnej, pałek gumowych i gazu, ale używali siły fizycznej i chwytów milicyjnych. Funkcjonariusze „cywilni” utworzyli kordon. Działania sfilmowali i nagrali na taśmę.

Interwencja MO nosiła kryptonim „Sesja” i była kontynuacją operacji „Noteć”, której celem miało być wyprowadzenie rolników z siedziby ZSL przy ul. Dworcowej. Milicja nie przystąpiła tam do interwencji.   

Kryzys

Wierchuszka PZPR nie potrafiła pogodzić się z istnieniem wielomilionowej organizacji odrzucającej zwierzchnictwo partii. Kryzys bydgoski był przełomowy dla społecznej rewolty lat 1980-81. W tym czasie gen. Wojciech Jaruzelski gromadził już pełnię władzy wojskowej (głównodowodzący, szef MON) i rządowej (premier od lutego 1981 r.), a od października 1981 także partyjnej, jako I sekretarz KC PZPR.

Pobicie Rulewskiego i innych działaczy “S” wywołało ogromne wzburzenie. Następnego dnia region bydgoski ogłosił dwugodzinny strajk, zaś Krajowa Komisja Porozumiewawcza    wydała specjalne oświadczenie i wezwała do gotowości strajkowej w całym kraju „z powodu ataku na związek, jego władze i obrazę godności związku”.

Mimo to 22 marca 1981 r. w Warszawie doszło do spotkania przedstawicieli “S” w tym Lecha Wałęsy z delegacją rządową z wicepremierem Mieczysław Rakowski. Przedstawiciele władz oskarżyli “Solidarność” o nieodpowiedzialne podgrzewanie nastrojów społecznych. Delegacja związku ograniczyła się do przekazania postulatów ukarania winnych pobicia przywódców związkowych oraz uznania faktu naruszenia prawa przez władze.  

Radiokomitet wszczął akcję propagandową, mającą na celu skompromitowanie liderów  “Solidarności”. Środki masowego przekazu PRL przeprowadziły akcję propagandowego szczucia, wymierzoną w Rulewskiego. Sugerowano, że przewodniczący bydgoskiej „Solidarności” dokonał „samookaleczenia”, jest „synem folksdojcza” i „dezerterem”.   

Tąpniecie 

Fala strajkowa w każdej chwili mogła się rozlać na kraj. Podczas obrad KKP w nocy z 23 na 24 marca w Bydgoszczy Lech Wałęsa kategorycznie sprzeciwił się natychmiastowemu rozpoczęciu strajku generalnego.

Apeluję to takich panów jak Jacek Kuroń i Karol Modzelewski aby zaprzestali wchodzenia na tą drogę, by nie zmuszali mnie bym ujawnił rzeczy, które będą rzucały cień na nas wszystkich – apelował Wałęsa.

Zbigniew Bujak ripostował:

– Czy zgodzimy by związek był kierowany przez jednego człowieka, którego autorytet gwałtownie wzrośnie, który uzyska ustępstwa władzy i będzie tym, on jeden, który zażegnał sytuację? Czy ma to być związek tego człowieka czy będzie on kierowany przez jakiś kolektyw – dopytywał rozemocjonowany Bujak.

Karol Modzelewski ocenił, że kluczem do sytuacji jest „mechanizm, który jest kluczem monarchicznym”.

Ustalono, że w razie niepowodzenia, zaplanowanych na 25 marca rozmów z rządem, “S” przeprowadzi czterogodzinny strajk ostrzegawczy, a w razie braku reakcji władz 31 marca 1981 r. rozpocznie okupacyjny strajk generalny. Jednocześnie w komunikacie stwierdzono, że miała miejsce “prowokacja wymierzona w rząd premiera Wojciecha Jaruzelskiego”.

Bydgoski MKS przekształcono w Ogólnopolski Komitet Strajkowy. 27 marca 1981 r. odbył się zapowiedziany cztero- lub dwugodzinny strajk ostrzegawczy w zdecydowanej większości zakładów.  

– Przebieg strajku potwierdził, że ogniwa międzyzakładowe i zakładowe Solidarności osiągnęły w toku jego przygotowywania i przeprowadzania wyższy niż przedtem poziom zorganizowania działań – pisano w analizie Wydziału Organizacyjnego KC PZPR.

Po trzech kolejnych dniach w Warszawie odbyła się runda rozmów przedstawicieli władz i ekipy “Solidarności”. Napięta atmosfera wzmacniana była przez członków delegacji rządowej, sugerujących groźbę zbrojnej interwencji Układu Warszawskiego.

Manewry

Od 16 marca do 7 kwietnia 1981 roku w Polsce odbywały się manewry wojskowe Układu Warszawskiego o kryptonimie „Sojuz ‘81”. Sytuację analizował i omawiał m.in. marszałek Wiktor Kulikow, naczelny dowódca Zjednoczonych Sztabów Generalnych Układu Warszawskiego. Można to interpretować jako groźbę interwencji, zwłaszcza w kontekście prowokacji w Bydgoszczy.  22 marca ogłoszono o przedłużeniu manewrów wojsk Układu Warszawskiego.

27 marca 1981 r. I sekretarz KC PZPR Stanisław Kania i gen. Wojciech Jaruzelski podpisali dokument pt. “Myśl przewodnia wprowadzenia na terytorium PRL stanu wojennego”.  Przygotowania do zdławienia “Solidarności” przy użyciu siły wkroczyły w decydującą fazę. 

Porozumienie

30 marca 1981 r. zawarto tzw. porozumienie warszawskie. Władze zobowiązały się wyjaśnić sprawę pobicia związkowców, wskazać i ukarać winnych, a także zgodzić się na rejestrację rolniczej „Solidarności”, co nastąpiło 12 maja 1981 r. W zamian grupa negocjacyjna KKP „S” wycofała się z organizacji strajku generalnego. Wieczorem w telewizji wystąpił wiceprzewodniczący Prezydium KKP Andrzej Gwiazda, informując o zawieszeniu strajku generalnego. Zaczęło się wytracanie impetu „S”.

Doszło wewnątrz KKP „S”, podczas burzliwego posiedzenia KKP 31 marca 1981 r. do przesilenia wokół Wałęsy. Nie wszyscy w “Solidarności” zaakceptowali porozumienie, część uznała, że Wałęsa przekroczył swoje kompetencje.     

– Jestem przekonany, że to właśnie konfliktu bydgoskiego sięgają korzenie naszej klęski. Wielki „spręż” bydgoski, potem odwołanie strajku, odebrało ludziom moc, rozbroiło. Okazało się, że powtórzenie mobilizacji strajkowej jest już niemożliwe. W sprawie bydgoskiej strajk generalny został wyciągnięty, ale nie użyty – oceniał po latach Zbigniew Bujak.

Pytania  

Dziwnym zbiegiem okoliczności 15 marca 1981 r. odbyło się spotkanie kierownictw MON i MSW, w trakcie którego dokonano „oceny przygotowań na wypadek konieczności wprowadzenia stanu wojennego”. Czy 19 marca sytuacja wymknęła się spod kontroli obu stronom? Czy przywódcy związku na czele z Lechem Wałęsą popełnili błąd i zmarnowali ogromne poparcie jakim się cieszyli i spowodowali przejście „S” do defensywy? Czy mogli podjąć ogromne ryzyko i nie szukać kompromisu? Czy rzeczywiście były siły, którym zależało na zdestabilizowaniu sytuacji w kraju? Jakim trafem w ręce radiowców szybko trafiło nagranie wykonane przez milicjantów w sali WRN, na którym słychać krzyki bitych ludzi? Czy chodziło o zwiększenie groźby konfrontacji i konieczne będzie użycie wojska i MO? Nie wykluczono przy tym „bratniej” pomocy Układu Warszawskiego.

Czy to była prowokacja, a jeśli tak to czyja? Każda ze stron mogła mieć interes w gwałtownym przebiegu wydarzeń. Taką prowokacyjną decyzją było zerwanie sesji Wojewódzkiej Rady Narodowej, co poprzedziło pobicie działaczy „Solidarności”.  Był to splot wydarzeń, którego skutkiem był podział wewnątrz „S”. Przygotowania do wprowadzenia stanu wojennego przyśpieszyły. 13 grudnia 1981 gen. Wojciech Jaruzelski ogłosił stan wojenny.  

Strona korzysta
z plików Cookies.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na ich używanie. Dowiedz się więcej