1987 rok: Trzecia papieska pielgrzymka do Ojczyzny. Wskazania na czas nadchodzących wtedy zmian

8 czerwca 1987 r. rozpoczęła się trzecia pielgrzymka Jana Pawła II do Polski, jak się miało okazać ostatnia w politycznym i geopolitycznym kształcie PRL i bloku wschodniego. Ojciec Święty utwierdził w nas wolę oporu wobec gnijącego reżimu i dał wskazówki na nadchodzące trudne lata. Czy z nich skorzystaliśmy?

Papieskie pielgrzymki wykraczały poza wymiar czysto religijny i niosły skutki polityczne i społeczne.

Papież wziął udział w II Kongresie Eucharystycznym w Warszawie oraz dokonał beatyfikacji Karoliny Kózkówny i bpa Michała Kozala. Pielgrzymka przebiegała pod hasłem „Do końca ich umiłował”. Ojciec Święty od 8 do 14 czerwca 1987 r. odwiedził Warszawę, Lublin, Tarnów, Kraków, Szczecin, Gdynię, Gdańsk, Częstochowę i Łódź.
Co ciekawe ekipa gen. Jaruzelskiego, do której docierało z wolna przekonanie o nieuchronności zmian w bloku wschodnim, przyjęła przyjazd Papieża z dużymi nadziejami, na propagandowe wykorzystanie. Polska, choć pogrążona w marazmie, nie była już tak szara i smutna jak podczas pielgrzymki w warunkach stanu wojennego, tej z 1983 r. Obecność Ojca Świętego miała załagodzić napięcia między władzą a społeczeństwem. Oczywiście, że reżim i jego służby obawiały się demonstracji i wystąpień środowisk opozycyjnych, głównie „Solidarności”. SB i służby wywiadu rozpoczęły i przeprowadziły operację obiektową „Zorza II”. Papież odwiedził Trójmiasto, miejsce grudniowej masakry z 1970 i kolebkę „Solidarności”, modlił się przy pomniku Poległych Stoczniowców, odgrodzony od ludzi szpalerem milicjantów i partyjnego aktywu oraz w Warszawie przy grobie zamordowanego przez SB w 1984 r. ks. Jerzego Popiełuszki.
Ojciec Święty odwiedził na Wybrzeżu najpierw Gdynię. Było to jedno z najważniejszych wydarzeń w historii tego miasta, które zgromadziło co najmniej ćwierć miliona osób. 11 czerwca 1987 roku na skwerze Kościuszki Jan Paweł II wygłosił homilię do ludzi morza.

Jako pierwszą pozdrawiam Gdynię. Chociaż rosłem na ziemi polskiej daleko stąd, to jednak mogę powiedzieć, że rosłem równolegle z tym miastem, które stało się poniekąd symbolem naszej drugiej niepodległości. Wraz z całym moim narodem nie przestaję żywić wdzięczności dla tych, którzy to miasto, ten port bałtycki, tworzyli tutaj od podstaw, poniekąd z niczego. Mam na myśli zwłaszcza wielkiego Polaka, inżyniera Eugeniusza Kwiatkowskiego, a wraz z nim wszystkich jego współpracowników. Byli oni przedstawicielami tego pokolenia, które po wiekach na nowo zrozumiało, że dostęp do morza jest elementem konstytutywnym niepodległości Polski. Jednym z elementów bardzo doniosłych. Gdynia stała się więc wyrazem nowej woli życia narodu. Wyrazem przekonywającym i skutecznym.
Świat nie zapomni, że słowo Solidarność zostało wypowiedziane tu w nowy sposób.
Powiedziałem: solidarność musi iść przed walką.
Dopowiem: solidarność również wyzwala walkę. Ale nie jest to nigdy walka przeciw drugiemu. Walka, która traktuje człowieka jako wroga i nieprzyjaciela – i dąży do jego zniszczenia. Jest to walka o człowieka, o jego prawa, o jego prawdziwy postęp: walka o dojrzalszy kształt życia ludzkiego. Wtedy bowiem to życie ludzkie na ziemi staje się „bardziej ludzkie”, kiedy rządzi się prawdą, wolnością, sprawiedliwością i miłością

– nauczał Jan Paweł II.

Nazajutrz podczas postkania z młodzieżą na Westerplatte padły słowa:

Każdy z was, młodzi przyjaciele, znajduje też w życiu jakieś swoje „Westerplatte”. Jakiś wymiar zadań, które trzeba podjąć i wypełnić. Jakąś słuszną sprawę, o którą nie można nie walczyć. Jakiś obowiązek, powinność, od której nie można się uchylić. Nie można „zdezerterować”. Wreszcie – jakiś porządek prawd i wartości, które trzeba „utrzymać” i „obronić”, tak jak to Westerplatte, w sobie i wokół siebie.

a w Gdańsku wybrzmiało przesłanie:

Jeden drugiego brzemiona noście – to zwięzłe zdanie Apostoła jest inspiracją dla międzyludzkiej i społecznej solidarności. Solidarność to znaczy jeden i drugi, a skoro brzemię, to brzemię niesione razem, we wspólnocie. A więc nigdy: jeden przeciw drugiemu. Jedni – przeciw drugim. I nigdy „brzemię” dźwigane przez człowieka samotnie. Bez pomocy drugich. Nie może być walka silniejsza od solidarności. Nie może być program walki ponad programem solidarności. Inaczej – rosną zbyt ciężkie brzemiona. (…) Gorzej jeszcze, gdy mówi się: naprzód walka – (…) to bardzo łatwo drugi czy drudzy pozostają na „polu społecznym” przede wszystkim jako wrogowie. Jako ci, których trzeba zwalczyć, których trzeba zniszczyć. Nie jako ci, z którymi trzeba szukać porozumienia, z którymi wspólnie należy obmyślać, jak „dźwigać brzemiona”.

fot. IPN BU

[dkpdf-button]
Strona korzysta
z plików Cookies.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na ich używanie. Dowiedz się więcej