11 lipca 1943 – 11 lipca 2025 r. „Jeśli zapomnę o Nich, Ty, Boże na niebie, zapomnij o mnie…”

11  lipca po raz pierwszy czcimy naszych bliskich, naszych sąsiadów, ustanowionym jednogłośnie przez Sejm Narodowym Dniem Pamięci o Polakach Ofiarach Ludobójstwa dokonanego przez OUN i UPA na ziemiach wschodnich RP. 11 lipca to grekokatolickie święto świętych Piotra i Pawła. Nie pierwszy, symboliczny w kalendarzu dzień, wybrany przez wroga na rzeź bezbronnych sąsiadów.

Bazylika św, Brygidy w Gdańsku

Od lutego 1943 r. do Wielkanocy 1944 r. na Wołyniu doszło do potwornych zbrodni…   

Stanął w końcu po latach tułaczki w Domostawie pomnik ofiar rzezi Wołyńskiej. Jego autor znakomity rzeźbiarz Andrzej Pityński też wrócił niedawno do kraju. Jego prochy przywieźli z USA jego synowie. Dlaczego czekano z pochówkiem artysty cztery lata? Otóż rzeźbiarz zażądał: „Chcę być pochowany w Ulanowie, w rodzinnym grobowcu obok brata Januszka, ale tylko wtedy, gdy „Rzeź Wołyńska” stanie pod polskim niebem”. I 14 lipca 2024 r. został odsłonięty wstrząsający pomnik.

80 lat wcześniej znalazło się też kilkuset (nazbyt niewielu) ludzi twardych, którzy podjęli się walki obronnej i tworzenia lokalnego ośrodka samoobrony. Jedna z takich kresowych strażnic powstała w kolonii Pańska Dolina, w powiecie dubieńskim. Kilkudziesięciu mieszkańców nie poddawało się atakom oszalałych z nienawiści band od maja 1943 roku do wiosny 1944 roku, gdy przewalił się front. Przetrwali! Przyjęli do domów sto polskich rodzin ocalałych z rzezi. Ochronę uzyskały też ocalałe dwie rodziny żydowskie.

Przesiedleńcy (wygnańcy) z Wołynia odnaleźli nową ojczyznę na Żuławach. 80 lat polskiej obecności.

Byli mądrzy, waleczni, dzielni! Dobrze, jak na tamte warunki, uzbrojeni: odparli cztery szturmy band UPA i okolicznej tłuszczy. Za to im chwała! Od 80 lat żyją i gospodarzą na Żuławach.

Od 2017 roku obronę Pańskiej Doliny przed atakami UPA upamiętnia tablica na kolumnadzie Grobu Nieznanego Żołnierza

Na iluzjach i złudzeniach nie zbudujemy autentycznego pojednania między ludźmi. Jesteśmy to winni tym których kości pozostały na rozległych równinach Wołynia, pośród kwiatów lnu lub zgoła w bezimiennych – nieoznaczonych krzyżami dołach. 

Warkoczyk dziewczęcy odnaleziony podczas jednej z nielicznych ekshumacji (w 2011 r.) przeprowadzonej na Trupim Polu, miejscu kaźni 229 kobiet i dzieci w 1943 r. – mieszkańców wsi Ostrówki. Grupę Polek pędzono przez 4 km z kościoła w Ostrówkach pod ukraińską wieś Sokół. Po drodze zabijano kobiety w ciąży i te które niosły na rękach dzieci. Wśród zabitych było… dwóch mężczyzn (!). Ciała leżały niepogrzebane przez dwa tygodnie (fot.odkrywca.pl)

Jak trudna była sztuka przeżycia i okrucieństwo oprawców? Jeden z setek przykładów:

Oto lokowany obok starej siedziby Wiśniowieckich klasztor karmelitów bosych – Wiśniowiec (Podole). Za murami znalazło schronienie kilkuset Polek z dziećmi, ocalałymi z rzezi wokół Tarnopola. Kilkudziesięciu mężczyzn cudem odpierało kolejne ataki rzeźników, ale w końcu bandziorom z UPA swawolny podstęp przynosi sukces (podają się za akowców szukających ratunku). “Jesteśmy gotowi na śmierć” – zdołał napisać na ścianie zakonnik. Brat Cyprian dzień wcześniej skreślił ostatni list do o. Bolesława Sadowskiego we Lwowie:

Uchodźcy wszyscy uciekają do Wiśniowca, gdzie w klasztorze żyją w opłakanych warunkach, cierpią straszną nędzę. Co rano przychodzą wieści: tam zabito, tam zrabowano, tam znów spalono dom wraz z ludźmi. I tak dzień po dniu upływa w męce i naprężeniu nerwów, bo nie ma wątpliwości, że gdy załoga niemiecka opuści Wiśniowiec – Zamek, to pierwszej nocy Polacy zostaną wymordowani.

Podstęp SB UPA zrobił swoje – klasztor – warownia padła. Obrońcy zginęli od noża i siekier. Wielu z nich znalazło grób w głębokiej studni, niedorżnięci…

I jeszcze jedna refleksja. 9 lutego br. przypadała 82 rocznica zbrodni dokonanej na bezbronnych Polakach przez ukraińskich nacjonalistów we wsi Parośla (powiat Sarny). Sotnia morderców, upojona rozbiciem nocą z 8 na 9 lutego 1943 r. posterunku żandarmerii najechała spokojną polską wieś. Podstępnie wyrżnięto jej 173 mieszkańców. Banderowcy ścieli też toporem głowy pojmanym sześciu kozakom dońskim.  Parośla była niedużą polską wsią. Stosunki z sąsiednimi wioskami ukraińskimi były dobre. Masakra mieszkańców Parośli to pierwsza masowa zbrodnia ukraińskich nacjonalistów z OUN–UPA na Polakach, symboliczny początek tzw. rzezi wołyńskiej, mającej swe apogeum w lipcu 1943 r. Od lutego 1943 r. do żniw w 1944 r. na terenie Wołynia i na obszarach kresów południowo-wschodnich II Rzeczypospolitej doszło do potwornych zbrodni,  Genocidium atrox (ludobójstwo okrutne, pojęcie użyte przez prof. Ryszarda Szawłowskiego).

Przez kilkanaście następnych krwawych miesięcy polskie wsie w Galicji Wschodniej i na Wołyniu umierały w dymach pożarów i w krzyku naszych rodaków bestialsko mordowanych przez bandytów z UPA, walczących z polskimi kobietami i dziećmi oraz przez miejscową tłuszczę. Polskie wsie, roztopione w żywiole ukraińskim (w woj. wołyńskim tylko 18 proc. to byli Polacy), pozbawione wywiezionych, aresztowanych, zabitych lub zaginionych na froncie – zdolnych do stawiania oporu mężczyzn, stały się łatwym łupem walczących o Ukrainę „czystą jak szklanka wody”.  Postąpili zgodnie z ułożonym w latach 20 dekalogiem OUN: „Wobec wroga Narodu twojego kierujesz się tylko podstępem i nienawiścią”.

W zabijaniu ludzi i w grabieży majątku brali udział sąsiedzi – przez lata świętujący, pracujący, żyjący razem Ukraińcy z sąsiednich wsi. Na miejscu polskich wsi rośnie dziś sosnowy las lub zapomniana łąka. Zbrodniczy scenariusz… Po wsiach, szkołach, kapliczkach, gajówkach i kościołach śladu nie ma. Polacy zniknęli z Wołynia (z Równego pochodziła Anna Walentynowicz).

Zniknęły porosłe mchem zgliszcza, zdziczałe sady i tysiące nieoznakowanych mogił – w błocie! Rów nienawiści, wykopany w myśl „idei nacji”, wydaje się nie do zasypania. Można tego dokonać – ale budując na prawdzie.

W 1941 r. na tej ziemi szał wojenny wybił niemal wszystkich żydów – wybitych przez Einsatzgruppen (Grupy Operacyjne niemieckiej policji bezpieczeństwa), ukraińskie i litewskie siły pomocnicze oraz miejscową ludność – za przyzwoleniem i z rozkazu niemieckich okupantów. W 1943 roku przyszedł czas mordu na Polaków. Ochrony nie zapewniła na czas komendantura Armii Krajowej. Kolejny raz zawiodła… Nie ostatni! W warunkach wojny podstawą działania Podziemia jest ochrona ludności nie rojenia o potędze podsycane przez prowokatorów. Wyzwoleńcy, walczący o samostijną padli – od kul NKWD. Ostatni stawiali opór do 1951 roku, inni uciekli do Kanady i Bawarii.

Ukraina, państwo upadłe, przeżarte korupcją, od trzech lat – ku zdziwieniu świata, ponosi ciężkie ofiary w walce o utrzymanie niepodległości z rosyjskim najeźdźcą. Rozumne wsparcie Ukrainy leży w geopolitycznym interesie Polski. Nie zmienia to faktu i naszej powinności, że o tragicznych wydarzeniach sprzed 80 lat na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej musimy przypominać. Tym bardziej, że od dekady (mimo walk) odbywają się na Ukrainie nieprzerwanie (!) ekshumacje żołnierzy Wehrmachtu i bojowców Waffen-SS. Od dwudziestu lat trwa też tam gloryfikacja zbrodniarzy z OUN UPA.

A Trupy naszych rodaków wołają:

Nie o zemstę chodzi, lecz o pamięć i prawdę! O pamięć należną ofiarom, o hańbę oprawców i o prawdę, której nie można relatywizować, choćby była najtrudniejsza.

(Artur S. Górski)

[dkpdf-button]
Strona korzysta
z plików Cookies.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na ich używanie. Dowiedz się więcej