10 lat od wprowadzenia programu „Rodzina 500 plus”. Prof. Auleytner wymyślił 500 plus, teraz proponuje nowy program  

Mija 10 lat od wprowadzenia programu „Rodzina 500 plus” przez rząd Prawa i Sprawiedliwości. Ekonomista prof. Julian Auleytner, który wymyślił 500 plus, w rozmowie z Business Insiderem mierzy się z pokłosiem programu, odpowiada, czy powinni z niego korzystać Ukraińcy i bezrobotni, namawia do waloryzacji 800 plus, kreśli założenia nowego programu społecznego, chce uczyć szacunku do pieniądza.  

Program „Rodzina 500 plus” został wprowadzony 1 kwietnia 2016 r. jako państwowe wsparcie dla rodzin wychowujących dzieci, początkowo obejmujące drugie i kolejne dziecko, a w przypadku rodzin o niższych dochodach – też i pierwsze dziecko. Od 1 lipca 2019 r. świadczenie po 500 zł miesięcznie przysługiwało na każde dziecko do 18 roku życia, niezależnie od dochodu w rodzinie. Od 1 stycznia 2024 r. świadczenie wzrosło do 800 zł.  

Grzegorz Kowalczyk z Business Insider Polska przypomina, że to prof. Julian Auleytner w 2011 r. opracował koncepcję „100 euro na każde dziecko”. Pięć lat później rząd PiS zrealizował program 500 plus.

Prof. Julian Auleytner, specjalista w zakresie polityki społecznej, rektor Uczelni Korczaka i członek Komitetu Prognoz Polska 2000 plus przy Prezydium PAN, wyliczył w wywiadzie dla Business Insider Polska Policzmy, że rodzicom, którzy otrzymują pieniądze od początku programu, przekazano na dziecko 68 tys. 100 zł.

– To musiało przełożyć się na sytuację tysięcy rodzin. Jedni rodzice odkładali te środki na rachunku oszczędnościowym, by zapewnić “wyprawkę” na pełnoletność, inni inwestowali w edukację: korepetycje, języki, sport, a jeszcze inni te pieniądze zmarnotrawili. To, jak dziecko zostanie wyposażone w kompetencje, zależy od rodziców i po części od dostępnych środków finansowych – tłumaczy Auleytner.

Julian Auleytner to absolwent SGPiS, w 1971 r. zwolniony z pracy w Urzędzie M.St. Warszawy, zatrudniony w „Libella”, źródle finansowania katolickiego ruchu „Znak” oraz Klubów Inteligencji Katolickiej i jako adiunkt w Instytucie Pracy i Spraw Socjalnych, członek Prymasowskiej Rady Społecznej (1981–1984), w 1988 r. odmówił premierowi Rakowskiemu przyjęcia funkcji ministra pracy, do 2013 w Instytucie Polityki Społecznej Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych UW, jest prezesem Polskiego Towarzystwa Współpracy z Klubem Rzymskim, w 2011 r. opracował program wsparcia dla gospodarstw domowych w formie wypłacania kwoty będącej ekwiwalentem 100 euro.

Dopiero od 2026 r. świadczenie 800 plus otrzymują jedynie ci cudzoziemcy, którzy pracują w Polsce. Zgodnie z zapisami ustawy wypłaty świadczeń socjalnych dla cudzoziemców z państw trzecich są uzależnione od kwestii aktywności zawodowej w Polsce i realizacji obowiązku nauki przez dzieci (nie dot. dzieci do lat 6, które bez szkoły mają prawo do świadczeń).  

– Koniec świadczenia 800 plus dla obywateli Ukrainy, którzy nie pracują tutaj w Polsce, nie przebywają w Polsce, nie płacą składek, nie płacą podatków, ich dzieci nie chodzą do szkoły. To była sytuacja zupełnie niezrozumiała, niedopuszczalna. I to jest przerwane – tłumaczył we wrześniu 2025 r. szef Kancelarii Prezydenta Zbigniew Bogucki.

Prof. Julian Auleytner w wywiadzie udzielonym Business Insiderowi potwierdził, że jeśli Ukraińcy „pracują i płacą składki oraz podatki, a dzieci chodzą do polskiej szkoły, to powinni otrzymywać to świadczenie”. Zapytany, czy świadczenia powinni otrzymywać niepracujący cudzoziemcy, odpowiedział, że „musimy unikać nadużywania uprawnień socjalnych. Inne kraje też mają ten problem, choćby Niemcy”.

– Dziś wypłaty trafiają do ok. 360 tys. dzieci cudzoziemców, nie tylko Ukraińców. Skoro rodzice mają prawa pracownicze, dlaczego odbierać im prawo do świadczenia, na które dokładają? – zastanawia się prof. Auleytner. Postuluje też waloryzację 800 plus. Jego zdaniem „obecnie należałoby wypłacać ok. 1 tys. zł na każde dziecko, gdyż jest to poziom zbliżony do wielkości minimum egzystencji”, które jest standardem określającym granicę ubóstwa skrajnego.  

Ten ekonomista w listopadzie ub.r. zauważył, że katastrofy demograficznej w Polsce nie da się rozwiązać przez pieniądze.

– Kobiety nie chcą być traktowane instrumentalnie jako homo oeconomicus. To liberalna koncepcja zakładająca zwiększanie wydajności poprzez stosowanie bodźców ekonomicznych. W przypadku zwiększenia dzietności to nie przemawia. Ponadto to obraża kobiety oraz podmiotowość samych dzieci. One nie przychodzą na świat dlatego, że mamusia dostała impuls ekonomiczny w postaci gotówki – mówił wówczas w gazecie „Fakt”.   

Na koniec 2025 r. w Polsce mieszkało 37 mln 332 tys. osób. To oznacza spadek rok do roku o 157 tys. osób. Są regiony, w których wskaźnik dzietności spadł poniżej jednego dziecka na kobietę.    

[dkpdf-button]
Strona korzysta
z plików Cookies.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na ich używanie. Dowiedz się więcej